Game Boy Color, czyli wielki powrót do przeszłości


Gameboy-Color

Game Boy Color, czyli wielki powrót do przeszłości

 

Wybierałem się w małą sylwestrową podróż.  Jak co roku wyjazd był spontaniczny, a jego kierunek zaskakujący…
– Gdzie jedziemy w tym roku na sylwestra?
– Do Zakopanego.
– Znowu?
-Tak.
– Ok.

 

Start z Bydgoszczy, cel podróży 2 lata świetlne dalej, a samych dni do wykorzystania nie za wiele. Tym sposobem szybko postanowiliśmy, że jedziemy w nocy PolskimBusem do Krakowa, gdzie przeskoczymy na inny transport do Zakopanego. Plan idealny, dzięki któremu dotarliśmy do celu we wczesnych godzinach porannych i po szybkim zakwaterowaniu śmigaliśmy realizować pierwszą akcję turystyczno-wyprawową.

 

Kluczem jednak nie jest samo miejsce docelowe ale długość podróży. Przed wyjazdem zacząłem kombinować, jakby to można było umilić sobie tak niesamowicie ciekawie zapowiadającą się trasę. Spać ciężko. Czytać w nocy w bujającym autokarze nie za fajnie. Dygać dodatkowy sprzęt, żeby obejrzeć film też nie za wesoło. W tym miejscu z czeluści szafy wyłonił się zbawiciel o istnieniu, którego całkowicie zapomniałem. Ba! W życiu bym nawet nie pomyślał, że ON jeszcze jakimś cudem działa! A jednak… Staruszek Game Boy Color po załadowaniu baterii oznajmił charakterystycznym dźwiękiem podczas uruchamiania, że żyje i ma się całkiem dobrze. Razem z konsolą odkopałem kilka gier takich jak: Warioland i Pokemony. Wszystko zaczęło wskazywać na to, że ta podróż jeszcze nie jest stracona.

 

Uruchomienie Game Boy’a po tak wielu latach było dosłownie wehikułem czasy. Zarówno technologicznym jak i sentymentalnym. Nie śmiem zaprzeczyć, że sama konsola to już niezła skamielina, a jej odkrycie po latach podchodzi pod małą akcję archeologiczną.  Pewnie nie jeden dzisiejszy dzieciak, który doświadczyłby przyjemności pogrania na niej, szybko by stwierdził wyższość posiadanych gier na smartfona. Tyle, że ja pamiętam jakie wrażenie na człowieku zrobił pierwszy Game Boy Classic „…Mario na przenośnym urządzeniu??!! Istne szaleństwo!….” Dałem więc szanse tej małej konsolce na chociaż chwilowe zmartwychwstanie. I wiecie co? Ani trochę się nie zawiodłem. Konsola nie tylko świetnie umiliła czas podróży ale i zmotywowała mnie do odświeżenia sobie rynku konsol przenośnych, który przez lata solidnie zaniedbałem. Po powrocie z sylwestrowego wypadu zaczęły się poszukiwania godnego następny Game Boy’a, którego dość szybko znalazłem. Ale o tym następnym razem.